Wspomnienia „Szambonurka” część 4: Zmiana/Rozwój osobisty

Oto cześć czwarta i tymczasowo ostatnia. Tutaj przedstawię trochę szersze pojęcia, które pojawiły się, kiedy się okazało, że NLP ma słaby wizerunek. Pisałem już gdzieś o tym skrótowo, ale teraz rozwinę temat różnicy pomiędzy rozwojem, a zmianą osobistą.

 

Zmiana osobista, a rozwój osobisty

Zacznijmy od podstaw, bo różnica pomiędzy tymi dwoma pojęciami jest znacząca, szczególnie w kontekście tego jakie są nasze potrzeby i zamiary.

 

Zmiana osobista

Bazuje na założeniu, że coś jest z daną osobą nie w porządku, więc należy to zmienić. Nie będę się tu rozpisywał o poszczególnych „technikach zmiany”, bo jak wszędzie, niektóre z nich są efektywne, inne tylko efektowne. Jeśli będzie zainteresowanie tematem, być może popełnię na ten temat oddzielny wpis. Tutaj  jedynie opiszę samo zjawisko.

OBIETNICA

To tutaj zaczyna się cała zabawa w naprawianie ludzi. Dowiesz się o historiach do przerobienia, odczuciach do ponownego przeżycia, o tym jakie jest Twoje ego i jak nad nim pracować, dowiesz się o zmianie przekonań na bardziej korzystne i poznasz mnóstwo technik, dzięki którym odmienisz swoje życie.

Tylko czy na pewno? Spotykam ludzi, którzy latami zmieniają się osobiście, przerabiają historie i wciąż borykają się z tymi samymi problemami. Robią to źle? To by znaczyło, że trener, który miał ich tego nauczyć źle wykonał swoją pracę, za którą wziął pieniądze. A może technika jest nieskuteczna? W takim razie, po co jest uczona. Oczywiście często dowiemy się, że to nie tak. Po prostu oni nie pracowali dość ciężko, trener nie ma z tym nic wspólnego, przecież nie dokona zmiany za nich, a technika też jest w porządku, bo to nie technika działa, tylko Ty działasz. I tak trener jest „kryty”, kolejne „technologie” wyrastają jak grzyby po deszczu, a uczestnik ma wątpliwości odnośnie samego siebie, bo uznaje, że coś jest z nim nie tak. Ale nie martwmy się, jest na to rada – zmiana osobista… koło się zamyka.

ZAGROŻENIE

Jesteś gotowy do wyjścia. Ubrany w granatowy garnitur, białą koszulę, krawat, odpowiednie skarpetki, zakładasz płaszcz, patrzysz, a na nogach masz trampki. Przyzwyczajenie, wygoda, niedbałość – wiele czynników mogło sprawić, że założyłeś akurat trampki. Natomiast w tej sytuacji są one nieadekwatne do reszty ubioru.
Co robisz? Zwykle, zmieniasz buty na odpowiednie.
Co robisz wg zmiany osobistej? Zaczynasz się przebierać. Zmieniasz różne rzeczy, często wielokrotnie i w ten sposób nie wychodzisz nigdy z domu.

Oto podstawowe zagrożenie związane ze zmianą osobistą. Ludzie zamiast zmienić jedną rzecz, która im nie leżała dostają informację, że należy pracować nad sobą i zmieniać wszystko po kolei. Dzięki temu staną się doskonali i będą szczęśliwi. A że jeszcze nie są, to znaczy, że trzeba się zmienić, czyli… przyjść na więcej szkoleń.

MOŻLIWOŚCI

Nie demonizujmy. Są rzeczy w naszym życiu, które wymagają zmiany i są techniki, które mogą w tym pomóc. Tylko warto pamiętać o kilku ważnych rzeczach.
1. Zmień, co uważasz, że jest do zmiany. Kropka. Dalsza zmiana, pod płaszczykiem „pracy nad sobą” to robienie się w konia.
2. Zmiana wywodzi się z naturalnej, praktycznej, życiowej potrzeby. Nie z czyjegoś widzi mi się, na temat tego, jak powinno się żyć, myśleć, funkcjonować.
3. Poważnie zastanów się nad formą. Jeśli chcesz zmiany osobistej lepiej rozważyć pracę indywidualną z terapeutą/mentorem/coachem lub szkolenie w ograniczonej grupie i z sensownym warsztatem (ewentualnie ich połączenie), zamiast seminariów na ten temat, w dużych grupach, z guru, który magicznie „dokona zmiany”. Zmiana zwykle wymaga pracy. I to nie tylko pracy nad kartką, ze zmianą schematów w głowie, ale praktycznej pracy i ćwiczeń.

 

ROZWÓJ OSOBISTY

 

Polega na czymś zgoła innym. Jego założeniem jest to, że chcesz być w czymś lepszy.

UWAGA!
Zdarzają się osoby, które twierdzą, że jeśli chcesz być lepszy to oznacza, że uważasz iż jesteś gorszy, co jest „złym przekonaniem” do zmiany i wróci do tematu zmiany osobistej. Oczywiście nie zauważając konsekwencji takiego twierdzenia. Mówią w ten sposób – jesteś zepsuty, bo uważasz, że jesteś gorszy, skoro chcesz być lepszy – potrzeba Ci zmiany osobistej, żeby nie musieć chcieć być lepszym/czuć się gorszym. Słyszałem nawet o „coachingu”, na który osoba przyszła nauczyć się pewnej umiejętności (chciała rozwój osobisty), a dowiedziała się, że chęć posiadania tej umiejętności jest związana z jakimś problemem, nad którym należy pracować (przejście na zmianę osobistą). BZDURA. Jeśli uważasz, że teraz jesteś w czymś gorszy i chcesz się czegoś nauczyć, żeby być w tym lepszy to… zwykle tak jest.

OBIETNICA

Tutaj zaczyna się gra w udoskonalanie. I cienka jest granica pomiędzy zdrowym, zrównoważonym rozwojem, a chorą potrzebą udoskonalania wszystkiego, wszystkich, wszędzie i zawsze. W rozwoju poznasz różne umiejętności, informacje, techniki i nawyki do kultywowania. Część z nich jest bardzo praktyczna, część to tylko zabawki, bez praktycznego zastosowania. Rozróżnienie pomiędzy nimi może Ci oszczędzić duże ilości pieniędzy. Dlatego podchodź z dystansem do obietnic.

Jeśli chcesz mieć w miarę sensowną opinię, zapytaj kogoś, kto nauczył się danej umiejętności lub był na jakimś szkoleniu jakiś czas temu. Osoby, które opowiadają o szkoleniu tuż po nim, a te, które opiniują 3 lata później, to nie takie same osoby. Te drugie częściej mają doświadczenie, prawdopodobnie mają już jakieś porównanie i jest szansa, że mają już na tyle dystansu, żeby za wszelką cenę nie próbować udowodnić, że nie zmarnowały swoich pieniędzy.

ZAGROŻENIE

Głównym zagrożeniem rozwoju jest perfekcjonizm i ciągłe napędzanie się do bycia lepszym. Tutaj również jest cienka linia pomiędzy konsekwentną pracą nad sobą, a zarzynaniem się dla efektów. Biegasz codziennie rano? Bardzo dobrze. Pracujesz do tego po 12-14 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu? Z pewnością przynosi to efekty, jednak niesie ze sobą też skutki uboczne. Z medycznego punktu widzenia najpierw pojawi się nadciśnienie, w skrajnych wypadkach zawał. Oczywiście mówimy tu o pewnych skrajnościach i perspektywie długoterminowej.

Inna sprawą jest iluzja „jeśli się nie rozwijam to się cofam”. Już możesz się przestać o to martwić. Nie możesz się nie rozwijać, bo świat się zmienia, a Ty razem z nim. Natomiast jeśli uważasz, że MUSISZ (albo patologicznie, jak się na tym złapiesz, zamieniasz „MUSZĘ” na „CHCĘ”) codziennie przeczytać przynajmniej rozdział książki, obejrzeć rozwojowy, tudzież motywacyjny filmik albo minimum raz w miesiącu być na jakimś szkoleniu to znaczy, że… potrzebujesz dystansu. Polecam wtedy filmiki edukacyjne Krzysztofa Kanciarza albo książkę o rodzajach kupy. Tak dla rozluźnienia spiętych rozwojem pośladków. Rozwój to nauka umiejętności, które są Ci potrzebne i życiowo przydatne, a nie kompulsywna potrzeba robienia czegoś ciągle.

MOŻLIWOŚCI

Nie ma co się rozwlekać. Jeśli podejdziesz do rozwoju z głową, to możliwości są ogromne. W domu, w pracy, indywidualnie czy kolektywnie. Jest multum rzeczy, których można się nauczyć i korzystać z tego na różne sposoby i dopasowywać do swoich potrzeb. Pytanie brzmi: jak wybrać z tego ogromu możliwości? Odpowiedź jest prosta – zastanów się w jakiej sytuacji się znajdujesz i co aktualnie chciałbyś ulepszyć, a następnie wybierz taką umiejętność, która Ci się podoba i Ci w tym pomoże. Ja kieruję się 3 zasadami przy wyborze umiejętności, których uczę siebie i innych. Mają być proste (to nie oznacza łatwe, a nieskomplikowane), skuteczne i praktyczne.

 

Kogo spotkasz wśród rozwojowców?

Wszyscy uwielbiają takie listy, więc tutaj wpiszę listę podstawowych „osobowości rozwojowych”.

 

SEMINAR JUNKIE

Ludzie uzależnieni od szkoleń. Najpopularniejszy typ na liście. Chodzą na wszystko, bez względu na zapotrzebowanie i korzyści. Są uzależnieni od trenera, atmosfery, socjalnej przynależności, a jak wracają do domu to życie wydaje się szare, partner „mało świadomy”, a wszyscy głupi, bo niewyszkoleni. Rozmawiają tylko o tym co było na szkoleniach i o szkoleniach, na które jeszcze pójdą. Byłem w tym miejscu i nigdy nie chcę tam wracać. To już się staje nudne, ale tutaj też przepraszam osoby, które odczuły na sobie moje uzależnienie.

KOŁCZ

On już był na tylu szkoleniach, że czas zacząć nawracać innych. Do Twojej wypowiedzi zakradło się „negatywne przekonanie”? Trzeba to zmienić! Cokolwiek nie powiesz, podchodzi do Ciebie z perspektywy, „spoko, jestem wyszkolony, pomogę Ci”.

PAN TRENER

Zaawansowana postać Kołcza. Prawdopodobnie prowadzi już jakieś szkoleminaria i ludzie go słuchają, co daje mu jeszcze większe prawo do ingerowania w Twój sposób myślenia. Zanim skończysz mówić, że miałeś ciężki dzień, już jesteś w połowie procesu wyznaczania celów, motywacji, zmiany przekonań i rozwiązywania problemu z matką.

OŚWIECONY

Wysłuchał już takiej ilości truizmów, że zaczyna z nich sklejać swoje. Wszystkie naznaczone są „wiedzą tajemną”, do której on już ma dostęp. Zwykli śmiertelnicy go nie rozumieją i siedzą w tramwaju tępo wpatrzeni w szybę, bo są nieświadomi rzeczywistości, której absolut i jedność integruje nas ze wszechświatem… Tyle, że w spotkaniu z agresywnie nastawionymi dresami, prawdopodobnie ewakuuje swoje jestestwo przez cewkę moczową prosto w spodnie.

NATRĘTNY AKWIZYTOR

Był na szkoleniu i tak mu się spodobało, że za wszelką cenę będzie Cię chciał przekonać, że MUSISZ tam iść. Prawdopodobnie jeszcze został podpuszczony na szkoleniu, że teraz „ciężko mu się będzie dogadać z ludźmi spoza szkolenia” (kolejny wyznacznik tego, że coś jest ze szkoleniem nie teges), więc będzie werbował ludzi, żeby mieć z kim pogadać. Często ukrytą intencją jest poszukiwanie potwierdzenia, że jednak te szkoleminaria są coś warte.

OBROŃCA GURU

Guruizm jest najczęstszą patologią tego środowiska. Jak jest guruizm, musi być guru, a jak jest guru, muszą być „wyznawcy” i właśnie tam znajdziemy obrońców guru. Najczęściej są to uczniowie TEJ JEDNEJ NAJLEPSZEJ SZKOŁY (kolejny błąd z kategorii „podstawowe”), najczęściej w trakcie „procesu szkoleniowego”, najczęściej wydali kupę forsy na szkolenia albo przynajmniej musieli się mocno postarać, żeby tam być. W związku z tym każdy zarzut przeciw ich guru to atak na nich samych. Dlatego będą go zaciekle bronić. I taka mała sugestia dla nich w postaci pytania:
Czy naprawdę uważasz, że wiesz więcej o swoim guru po kilku szkoleniach niż osoba, która przez to przeszła i miała kilka lat na przetrawienie tego i nabranie dystansu?

KOLEŻEŃSKA GRUPA ZMIENIACZY

Chodź, pozmieniamy się razem. Zrobimy sobie grupę wsparcia i będziemy razem przerabiać historie, zmieniać przekonania i płakać do siebie nawzajem. Oto ludzie, którzy nie są na tak zróżnicowanym poziomie, żeby jedno stało się kołczem, więc się zmieniają rolami. Tylko to jest gra. A jak to w grach, są typy graczy i to jest typ, który gra dla relacji. Bo jak wróci do domu to samemu nie będzie mu się chciało już przerabiać niczego, może poza przerobieniem kotleta na g…o.

Od razu informuję. Nie ma nic złego we wspólnej pracy z rozwojem i treningiem. Tutaj mowa o skrajności, z którą można się spotkać. Jeśli tego nie zczaiłeś i oburzył Cię ten punkt, to znaczy, że dotyczy Ciebie.

Na tym lista się nie kończy. Jeśli spotkaliście jeszcze jakieś typy „rozwojowców” podzielcie się w komentarzach.

 

Pieniądze

Jeden z najważniejszych tematów do poruszenia. Dlaczego? Bo większość szkoleminariów to naprawdę droga zabawa. Tu wchodzą w grę niekiedy dziesiątki tysięcy złotych. Dlatego należy powiedzieć to jasno – MIEJ SIĘ NA BACZNOŚCI! To jest biznes, gdzie są pieniądze. Dlatego zanim wydasz swoje pieniądze zastanów się za co płacisz.
Oto kilka prostych pytań, na które warto sobie odpowiedzieć:
– Czego chcę się nauczyć i po co?
– Jaki rodzaj pracy mnie interesuje? Czy chcę się bawić grupowo, czy mieć bardziej zindywidualizowane podejście? (Jeśli ktoś Ci mówi, że szkoleminarium na kilkadziesiąt osób jest skuteczniejsze, bo… cokolwiek, to proponuję to przemyśleć)
– Jak masz zamiar zweryfikować swoje efekty?
– Jakie „obietnice” otrzymujesz w ofercie szkolenia i czy możesz je zweryfikować?

A CO JEŚLI SIĘ ZAWIODŁEM?

Walcz o swoje! A przynajmniej podziel się z innymi swoim doświadczeniem, żeby się w to nie ładowali. Może kiedyś taka osoba, która oszczędziła kilka lat życia albo kilkanaście tysięcy złotych wyśle Ci kartkę z napisem DZIĘKUJĘ! Jak dostaniesz zrozumiesz, że było warto.

 

Czego się nauczyłem?

Wbrew pozorom naprawdę dużo.

1. Komunikacji – jakby nie patrzeć zarówno NLP, jak jego pochodne, dają wiele narzędzi komunikacyjnych. Szczególnie odnośnie zadawania odpowiednich pytań czy właściwego formułowania swoich przekazów. Z perspektywy czasu zauważam, że same struktury nie mają dużego znaczenia, raczej warto postawić na prostotę i świadomość tego, co się chce przekazać komunikatem.

2. Wystąpień publicznych – poruszanie się po scenie, wypowiadanie się, dykcja, konstruowanie wystąpień zarówno tych trwających 5 minut, 2 godziny czy kilka dni. W swoim życiu prędzej czy później, prawie każdy będzie musiał wystąpić publicznie. Warto poznać choć podstawy, dla własnego lepszego samopoczucia.

3. Dystansu, dystansu, dystansu – najważniejsza umiejętność, oszczędziłbym sporo pieniędzy nabywając ją jako pierwszą. Do czego?
– Do guru z dobrym marketingiem i przewartościowanymi umiejętnościami.
– Do własnych niedoskonałości.
– Do opinii innych, której i tak nie zmieniają nawet Ci, którzy się zmianą zajmują.
– Do fascynujących umiejętności, które są trochę jak Ferrari – dużo kosztują, pięknie wyglądają, w pierwszym odczuciu są magiczne, natomiast są mało praktyczne i niezbyt trwałe.
– Do feedbacku, który w tym środowisku bywa zjawiskiem wręcz patologicznym.
– Do własnych umiejętności – dużo już umiem, wiele się jeszcze muszę nauczyć, ale mam na to czas.

Nauczyłem się oczywiście więcej rzeczy, wypisałem tylko te najważniejsze. Nie byłbym tu gdzie jestem, gdyby nie doświadczenia, które miałem. Jednak to nie usprawiedliwia całego gó…na, które napotkałem po drodze. Mam nadzieję, że ta seria ustrzeże kogoś przed powtórzeniem moich „wpadek”.

To wszystko jeśli chodzi o Wspomnienia Szambonurka. Mam nadzieję, już nie wracać do tej serii. Dziś dużo ostrożniej dobieram to, czym się zajmuję i Tobie, drogi czytelniku, życzę tego samego.

Posted in:
  • Pingback: Oświadczenie | rozwojowi.tk()

  • Pingback: ChangeMaker » Refluksja, czyli głębokie bzdury()

  • Marcin Wesołowski

    Rewelacyjny artykuł.
    Byłem na etapie „seminar junkie”… Od szkolenia do szkolenia, bez przerabiania, bez odpowiedzenia na pytanie co mi to da to szkolenie? Jaki problem może to rozwiązać i czy już rozwiązał?
    Jak jeżdżę na różne szkolenia, eventy cały czas widze takich ludzi pod jaranych…Po szkoleniu zawsze zadaje pytanie: jakich umiejętności/technik się nauczyłeś do wykorzystania od razu? 85% powie eee…. nie wiem, ale było rewelacyjnie..