Origami – czyli o przerabianiu historii

Dzisiaj wpis o pewnym zjawisku, z którym dość często spotykam się w świecie tzw. rozwoju osobistego. Chodzi o zjawisko określane mianem „przerabiania historii”. W związku z tym, że nie jestem fanem tego zjawiska pozwól, że na początek zadam Ci pewne pytanie:

Ile razy jesteś w stanie zjeść ten sam obiad?

 

Jeśli odpowiedź wynosi nie więcej niż 1, to moje kolejne pytanie dotyczy tego: Po co więcej niż jeden raz „trawisz” tą samą historię z Twojego życia?

Zacznijmy od znaczenia słowa „przerabiać” i opowieści o origami:

Stefan pochodził z biednej rodziny. Na 8 urodziny dostał kartkę papieru od wujka z Ameryki. Nie rozumiał tego co jest na niej napisane, ale cieszył się ze swojego prezentu. W pierwszy dzień złożył kartkę na pół, kolejnego udało mu się złożyć z niej samolot, ten jednak nie leciał zbyt daleko. Dni mijały, a Stefan potrafił złożyć z kartki łódkę, pudełeczko czy nawet coś na kształt róży.

Po roku Stefan na kolejne urodziny znów dostał kartkę od wujka. Tym razem był przygotowany. Potrafił już bez problemu zrobić z kartki łabędzia, królika, a kiedy połączył 2 kartki udało mu się stworzyć coś na kształt smoka.

Na 18 urodziny Stefan dowiedział się, że jego wujek z Ameryki do niego przyjeżdża. Nie wiedział dlaczego reszta rodziny się niepokoi, podczas gdy on nie mógł zasnąć z radości. W dzień przyjazdu ubrał się w najlepsze ciuchy po sąsiedzie i czekał w oknie na przyjazd. W jego pokoju stały niesamowite twory zrobione z 10 kartek, które otrzymał na urodziny przez ostatnie lata. Spotkanie z wujkiem było dla niego szokiem z 2 powodów.

Po pierwsze kartki, które dostawał zawierały lekcje na każdy rok życia młodego człowieka, które miały go przygotować do wejścia w dorosłość.

Po drugie, okazało się, że wujek co roku przysyłał mu pewną kwotę pieniędzy, które były regularnie „rekwirowane” przez jego rodziców i starsze rodzeństwo.

Stefan szybko się jednak uczył, łatwo więc wyciągnął 2 najważniejsze wnioski, które zmieniły jego spojrzenie na życie.

 

1. „Listy” to doświadczenia, lekcje, które otrzymujesz od życia, a Twoim zadaniem
jest nauczyć się je rozumieć, a nie „przerabiać”.

 

2. Konsekwencje otrzymywania lekcji należą do Ciebie,
obojętne czy są pozytywne, czy negatywne.

Dokładnie tak samo jest z tzw. „historiami”. Obojętne czy jest to pojedyncze doświadczenie, czy seria doświadczeń z przeszłości. Każda historia ma pewnego rodzaju znaczenie, a Twoim zadaniem jest je odkryć, żeby ją zrozumieć. Kiedy to zrobisz pozostaje zostawić ją „przeszłości”, wyciągnąć wnioski i wziąć odpowiedzialność za jej konsekwencje. Podchodzenie do niej kolejny raz, to tak, jakby chcieć zjeść i strawić swój obiad po raz drugi…

Jedyne co się pojawia to pytanie – jak zostawić historię? Tą sprawę rozwiązało dla mnie niezależnie dwóch nauczycieli, od których ostatnio miałem okazję się uczyć.

Nie ma takiej czynności jak odpuszczanie przeszłości. Kiedy mówisz komuś odpuść, nic nie mówisz. Odpuszczenie jest pewnego rodzaju automatycznym procesem ubocznym, kiedy nie wracasz do danej sprawy, ponieważ ją zrozumiałeś i zostawiłeś.

Co dalej?

Jeśli coś zabierasz, daj coś w zamian. Jeśli rozumiesz i zostawiasz jakąś historię to wyciągnij z niej wnioski, które Cię wzmocnią. Później być może podejmiesz na tej podstawie jakieś działanie, a może tylko skonfrontujesz się z konsekwencjami.

Decyzja należy do Ciebie. Tylko nie zwlekaj, bo możliwe, że kolejny obiad już czeka…

Posted in:
  • Krzychu

    Łukasz, przerobienie czegoś może być właśnie procesem zrozumienia i odpuszczenia.

    IMO dziwacznie porównałeś listy do historii. Listy były radami. Historie to jakieś przekonania z którymi chcemy przekonać. Uważasz, że rada = przekonanie?

    PS Mógłbyś dodać możliwość powiadomienia na mejla o nowych komentarzach :)

    • Łukasz Zawora

      Przerobienie czegoś, oznacza zmianę tego w coś innego. Zrozumienie to zrozumienie, odpuszczenie to odpuszczenie.

      Nigdzie nie napisałem, że listy były radami. Napisałem o lekcjach, nie napisałem w jakiej formie były podane.

      Nie uważam, że rada=przekonanie, tak jak nie uważam, że historia=przekonanie. Historia to skrócony sposób opisania jakiegoś doświadczenia wraz z odczuciem, które ze sobą niesie, to może skutkować przekonaniem lub całym ich zestawem. Natomiast używane jest słowo historia, dlatego że opisuje pewną informację z przeszłości.
      Tak samo listy były informacjami z przeszłości, które mają w sobie pewną naukę.

      Postaram się to dodać, jak tylko dowiem się jak :)

  • Sławek

    Generalnie jak najbardziej. Choć czasem dobrze wrócić do listów sprzed lat, gdyż w miarę zdobywania doświadczenia coraz wiecej rozumiemy i na dany temat możemy spojrzeć zupełnie inaczej, z innej perspektywy, z większym dystansem, co może nam wręcz pomóc a nie zaszkodzić.

    • Łukasz Zawora

      Z tym jak najbardziej się zgadzam, choć mam wrażenie, że wraz ze wzrostem naszych możliwości zrozumienia, pewne wspomnienia same do nas wracają i odkrywają przed sobą nową jakość.
      Natomiast świadome, często wielokrotne, analizowanie i „przepracowywanie” tej samej historii, jest niekorzystne.

  • Pingback: Inspiracja – czyli iPhone na survivalu. | Łukasz Zawora()

  • Agnieszka

    W tej historii chodzilo raczej o wyciagniecie wnioskow z porazek, ktore ten chlopak „zamienial” na sukcesy. Robil to nieswiadomie i my tez myslac o przeszlosci koloryzujemy ja, a czasami wrecz zupelnie zmieniamy o 180 i to jest bardzo niebezpieczne, bo zamiast isc na przod uczac sie na bledzie ,stoimy w miejscu i caly czas go popelniamy, bo sie do niego nie przyznalismy. Zeby cos zmienic trzeba sie przyznac, ze sie popelnielo blad, zrozumiec go i wyciagnac wniaoski, a nie przeksztalcac (historie) i to w tak extremalny sposob, ze porazke przekuwac w sukces we wlasnym mniemaniu (wyparcie tez nie jest dobre i powoduje stanie w miejscu, ale robienie czegos zle wmawiajac sobie, ze to dobre, np. kontynuowanie toksycznego zwiazku to wg mnie wrecz cofa nasz rozwoj i prowadzi do jeszcze wiekszych problemow,bledow, komplikacji). Ta historiia jest troche naciagana w sensie bezradnosci glownego bohatera (nie umial czytac), bo my umiemy, tylko, ze takie lekcje sa bolesne i ciezkie, a plynace z nich wnioski niezadko napawaja lekiem -poczucie utraty gruntu pod nogamia (np.uswiadomienie sobie koniecznosci rozwodu itd.), ale niosa w konsekwencji ulge, poczucie wolnosci i energie do dalszego zycia…bo bledy przeszlosci czesto determinuja terazniejszosc i TRZEBA je w koncu dostrzec i naprawic, bo bez tego nie da sie byc szczesliwym, ale ten proces czesto niesie ze soba strach, rozczarowanie (jest trudny i nieprzyjemny), wiec robimy origami z prawdziwych przyczyn swojej depresji, ciaglego niezadowolenia, braku energii i jestesmy w tym coraz lepsi (ukrywanie kolejnych nawarstwiajacych sie skutkow nierozwiazanego problemu – pozniej zeby dojsc do sedna trzeba isc (cofac sie) po co raz dluzszym lancuchu przyczynowo-skutkowym(autoanaliza) czesto na wyczucie(czucie), ze np.tu cos boli(psychicznie) i znalezienie glownej przyczyny jest coraz trudniejsze, czasami niewykonalne bez pomocy psychologa-taki wojek,co przyjechal i wyjasnil,a twoim zadaniem jest zrozumienie, akceptacja,wnioski,prowadzace do poprawy syt. i nauke na przyszlosc). Jakos tak to widze, ale moge sie mylic (to okradanie przez bliskich mi nie pasuje, bo najczesciej to my sami siebie okradamy, ale w sumie dajemy sie tez okradac innym np. tkwienie w toksycznym zwiazku dla tej drugiej ososby,ktora mysli tylko o sobie, albo w ogole zgadzanie sie na kompromisy, ktore nam tak naprawde nie pasuja,a potrafia wrecz „zrtujnowac” zycie…czesto wlasnie nieswiadomie,a prawdziwy obraz sytuacji zostaje zafalszowany, przeksztalcony za pomoca zmyslnej kreacji w ktorej inni – najczesciej ludzie ktorym sie ufa, tez maja swoj niemaly udzial (kierowani wlasnymi korzysciami, badz tym co im sie wydaje za korzystne dla nich i dla ciebie, bo tez tkwia w jakims bledzie-niekoniecznie musza to byc przeciez celowe dzialania na twoja szkode)

    • Łukasz Zawora

      To ciekawe czytać „o co chodziło w historii” czy inaczej „co autor miał na myśli”, kiedy jest się autorem ;)
      Główny bohater umiał czytać, tylko nie rozumiał tekstu, bo był napisany w innym języku.

      „…najczęściej my sami siebie okradamy…”

      W sensie znaczenia słowa kradzież – nie. My raczej „odbieramy sobie” pewne możliwości, ale ich nie kradniemy. Działa to raczej jak brak przyzwolenia sobie na coś.